Ta notka skierowana jest głównie do młodszych czytelniczek mojego bloga ponieważ dziś opiszę proponowane kosmetyki do makijażu dla nastolatek!
Choć ja, mając kilkanaście lat (powiedzmy między trzynaście a piętnaście czy szesnaście) jeszcze się nie malowałam, to wiem jak sprawa wygląda dziś! Makijaż stał się tak popularny, że po kosmetyki kolorowe dziewczyny sięgają już od najmłodszych lat. Nie popieram tego jakoś szczególnie, ale jeśli chcemy się malować w tak młodym wieku, to może warto zastanowić się czym i jak?
Po pierwsze - rzęsy!
Pierwszym krokiem do świeżego spojrzenia są wytuszowane rzęsy. U nastolatek najlepiej prezentują się delikatnie podkreślone i lekko podkręcone. Zdecydowanie bez
spektakularnego efektu. Pamiętajcie też o tym, aby nie nakładać zbyt
wielu warstw (dwie w zupełności wystarczą) bo w przeciwnym razie rzęsy
będą nieestetycznie posklejane i zwyczajnie brzydkie.
Ze swojej strony mogę polecić
maskarę Maybelline Volum' Express. Tusz ten ma świetną szczoteczkę i
daje naprawdę piękny, dziewczęcy look - nie za mocny i nie za lekki.
Po drugie - podkład!
Jeśli macie problem ze skórą, denerwuje Was, że zbyt mocno się świeci lub po prostu lepiej czujecie się z nieco wyrównanym kolorytem, to zachęcam do sięgania po produkty dedykowane właśnie młodym osobom. Oczywiście mając trzynaście czy czternaście lat w ogóle nie polecam stosowania podkładów bo zwyczajnie są Wam niepotrzebne ;). Jeśli zaś jesteście nieco starsze to szukajcie fluidów lekkich i nawilżających.
Polecam podkład z Inglota z serii YSM - jest on dedykowany właśnie dla młodych osób. Nie kryje mocno, ale za to świetnie wyrównuje koloryt, ładnie wtapia się w naturalny odcień i pozostawia naturalne wykończenie i cudownie gładką cerę.
Po trzecie - makijaż oka!
Jeśli macie ochotę nieco mocniej podkreślić swoje oko w ciągu dnia starajcie się nie używać pstrokatych, intensywnych odcieni - postawcie na coś naturalniejszego - wtedy nie będziecie rzucać się w oczy, a mimo wszystko osiągnięcie piękny, dziewczęcy look.
Aby nieco zagęścić rzęsy polecam brązową kredkę od My Secret (niedługo recenzja wszystkich kredek z kolekcji!). Nakładajcie ją bardzo delikatnie tuż przy linii rzęs, jeśli osiągnięcie zbyt przerysowany efekt użyjcie aplikatora, aby rozetrzeć kreskę.
Jako baza pod kredkę lub po prostu do wyrównania kolorytu powieki idealnie nada się jasny, beżowy cień. W tym przypadku polecam pojedynczy cień z Vipery z serii EYE w odcieniu 03. Jak widać używam go bardzo namiętnie - właściwie przy każdym makijażu.
Po czwarte - usta!
Tu nie radzę sięgać po mocno napigmentowane szminki w jaskrawych odcieniach, z dwóch powodów... Przede wszystkim dlatego, że większość takich produktów wysusza usta (to nie tyczy się tylko tych jaskrawych ;)) i daje nienaturalny efekt u młodych dziewcząt. Do dziennego makijażu polecam używać balsamów do ust albo transparentnych lub półtransparentnych błyszczyków.
Ze swojej strony mogę polecić dwa bardzo przyjemne balsamy do ust. Pierwszy od lewej to The Body Shop z serii Born Lippy Lip Balm Stick. Ja posiadam o zapachu śliwkowym, jeśli nie lubicie takowego, macie jeszcze mnóstwo innych do wyboru. Balsam pięknie nawilża nasze usta, cudownie pachnie oraz nadaje im uroczego połysku.
Drugi od lewej to pomadka ochronna Nivea Vitamin Shake Cranberry & Raspberry. To ostatnio mój faworyt! Pomadka bardzo fajnie pielęgnuje usta, cudownie pachnie (jak guma rozpuszczalna Mamba malinowa!) i na ustach pozostawia przyjemny połysk, do tego delikatnie różowy. Naprawdę podoba mi się ten efekt.
Z błyszczyków zaś polecam te, które proponuje nam popularny sklep z ubraniami - H&M, czyli Lipgloss by H&M. Prezentowany (i gorąco przeze mnie polecany, mój prawdziwy faworyt, maltretowany dzień w dzień ;)) odcień to TRUE BEAUTY. Błyszczyk lekko barwi usta i pozostawia na nich przepiękną taflę w naturalnym odcieniu. Produkt idealny dla każdego. Efekt, jaki daje możecie zobaczyć tutaj.
Po piąte - policzki!
W przypadku różu nie radzę zbytnio szaleć, gdyż niewprawiona młoda dłoń w połączeniu z jaskrawym lub mocno napigmentowanym różem może sprawić, że zamiast delikatnie zaróżowionych policzków otrzymamy efekt tzw. ruskiej baby, dlatego polecam róże w bardzo naturalnych odcieniach, bez szczególnie mocnej pigmentacji... Krótko mówiąc - takie, którymi ciężko jest zrobić sobie krzywdę.
Polecam róż w kamieniu MIYO z serii Cheeky Blush w odcieniu 03 ROSE. Efekt, jaki daje jest niesamowicie naturalny, ciężko z nim przesadzić.
Dla nieco bardziej wprawionych polecam róż w kremie z Inglota w odcieniu nr 84 (po prawej stronie). Kolor jest bardzo naturalny i delikatny, pasuje prawie do każdej karnacji i na pewno nie rzuca się w oczy.
I to by było na tyle jeśli chodzi o makijaż dla nastolatek. Większości z tych kosmetyków używam również i ja od dawien dawna, a już od jakiegoś czasu nie mam kilkunastu lat, dlatego polecam wszystkim fankom naturalnego efektu. A Wy jakich kosmetyków używacie bądź używałyście będąc nastolatkami?
37 komentarze
Przerażają mnie trzynastki z oczami na Kleopatrę... Albo ze zrobionymi długimi tipsami. Albo z kilogramem błyszczyka na ustach. A widziałam nieraz takie egzemplarze przy szafie Essence
OdpowiedzUsuńzoila, mnie też takie nastolatki przerażają! Jak ja miałam kilkanaście lat, to jakoś byłam w stanie przeżyć bez takiego wyglądu ;P.
OdpowiedzUsuńJako nastolatka używałam korektora na wypryski i czarnej kredki na linię wodną, potem w LO doszła kreska zrobiona linerem, a na studiach tusz do rzęs ;) Czyli ograniczałam się do minimum :D
OdpowiedzUsuńMnie też to przeraża:( Ja zaczęłam się malować jak miałam 16 lat i wtedy od wielkiego dzwonu były cienie, tusz i błyszczyk. Na co dzień nic albo sam tusz ewentualnie tusz i błyszczyk. Podkładu zaczęłam używać dopiero na studiach a szczerze mówiąc to nawet teraz nie zawsze po niego sięgam;)
OdpowiedzUsuńGray, ta czarna kredka na linię wodną to i u mnie gościła, głównie w liceum. Potem stwierdziłam, że nie wygląda to zbyt estetycznie i mój makijaż ograniczałam do minimum ;).
OdpowiedzUsuńSexiChic, ja na co dzień używam całego asortymentu, aczkolwiek nigdy w pstrokatych czy mega ciemnych kolorach! ;) Chociaż mi też w sumie czasami zdarzy się, że nie nałożę podkładu bo po prostu mi się nie chce lub nie mam na to czasu ;P.
Myślę, że nastolatkom róż jest raczej zbędny.
OdpowiedzUsuńA zamiast podkładu lepiej krem tonujący.Jak byłam młodsza moim ulubionym makeupem były wytuszowane rzęsy i jasny, bardzo połyskliwy cień.
Zresztą do dziś uwielbiam taki wariant minimalistyczny;)
Też mnie to przeraża, mam siostrę w wieku 11 lat i na szczęście w jej szkole nie można się malować, ale chodzą panienki na platformach ;) Ja zaczęłam się malować dopiero w ostatniej klasie technikum, ale wiadomo czasy się zmieniły.
OdpowiedzUsuńmala9mi, krem tonujący rzeczywiście jest odpowiedni dla nastolatek, ale te dostępne w drogeriach według mnie nie są jakoś specjalnie dobre jakościowo, więc o nich nie napisałam ;). Już lepiej według mnie kupić lekko kryjący podkład. No i róż rzeczywiście jest zbędny, ale jeśli ktoś musi, to taki delikatny będzie najlepszy :).
OdpowiedzUsuńJealousJelly, u nas kiedyś ktoś powiedział w liceum (jakaś nauczycielka chyba), że od razu widać które dziewczyny są z pierwszej klasy, a które z ostatniej... Te, które były mocniej wymalowane były najmłodsze :D. Niestety to się sprawdza ;).
zaciekawiła mnie ta kredka z my secret dobra jest? :) róż miyo po oglądnięciu go na Twoim zdjęciu mówi mi abym się nim bardziej zainteresowała. :D ciekawa jestem jak wygląda na policzkach. :))
OdpowiedzUsuńJa pierwszy tusz kupiłam w LO? a podkładu używam od ok 1,5 roku [mam 26 lat]. Nie mogę patrzeć na te pomarańczowe twarze i białe kurteczki. Już nie wspomnę o osypującym się tuszu...bo ktoś nałożył 4 warstwy.
OdpowiedzUsuńCoś dla mnie ;))
OdpowiedzUsuńps. moja siostra używa tego YSM i jest bardzo zadowolona.
OdpowiedzUsuńdelikatny makijaz jest ok ale niestety teraz młodzież ma faze na czarne kreski..sama znam taką...
OdpowiedzUsuńOne_LoVe, ta kredka z My Secret jest całkiem przyzwoita, aczkolwiek uważam, że kredki z Golden Rose są lepsze ;). Chociaż nie ma tam takiego koloru :D. No i o różu jeszcze wspomnę :). A podkład YSM jest naprawdę bardzo fajny, nie tylko dla młodych dziewcząt! :D
OdpowiedzUsuńFiolka, ja też tuszu zaczęłam używać dopiero w LO. A pomarańczowe twarze i białe kurteczki to nie tylko przypadłość nastolatek, niestety...
Blondie, cieszę się :).
Complicated3, tak, tak, im mocniejszy makijaż, tym lepiej :P.
OdpowiedzUsuńja pamiętam czasy, gdy sięgałam po tusz do rzęs, błyszczyk i ewentualnie korektor na małe niedoskonałości, byłam szczęśliwa i gotowa do wyjścia :D
OdpowiedzUsuńja 'malowanie siebie' zaczęłam dość wcześnie bo już ok 13/14 roku życia - ale patrząc na zdjęcia wiem że nie przeginałam i moja twarz nie krzyczała mam tapetę - używałam kremów tonujących i delikatnych pudrów, na oczy jasne cienie zazwyczaj kremowe, które i tak bardzo szybko znikały bo przecież nie było wtedy baz itp ;) i lekko wy-tuszowane rzęsy i było delikatnie świeżo i dziewczęco, w takim makijażu jak ja nosiłam nie widzę nic złego moja mama mi tego nie zabraniała bo wiedziała że straszę ludzi - jednak to co obecnie dzieje się z nastolatkami jest niepokojące jednak to często wina rodziców
OdpowiedzUsuńja, kiedy zaczęły mi się problemy z cerą zaczęłam używać korektora a potem delikatnie kryjącego podkładu. Po inne kosmetyki stopniowo zaczęłam sięgać pod koniec liceum. Pełny makijaż zagościł na mojej twarzy dopiero na studiach.
OdpowiedzUsuńJa mam 13 lat. :) Wiem, wiem mogę być dla Was dzieciakiem. Mój makijaż to właściwie tylko 1 warstwa tuszu do rzęs, korektor, błyszczyk, czasami szminka essence 53 All about cupcake, używam jej bo wygląda jak błyszczyk. Różu i cieni używam sporadycznie, a jeśli już to podobnych do koloru skóry. To jest mój cały makijaż. :) Znam też kilka dziewczyn, które malują się jakby miały po 26 lat. To jest na prawdę odrażające. Ale ja całe szczęście ograniczam mój 'makijaż' do minimum. :)
OdpowiedzUsuńja strasznie żałuję, że nie miałam gdzie czerpać swych nauk dotyczących pierwszego makijażu.. oj żałuję.. szczególnie gdy patrzę na zdjęcia :P pukam się głośno w czoło i zastanawiam co miałam na myśli malując się rano ;-)
OdpowiedzUsuńJa jak mialam 16 lat to uzywalam tylko i wylacznie tuszu!!!!
OdpowiedzUsuńa teraz dziewczynki 13-14 latenie chodza juz z eyelinerem i obowdka czarna na oczach;/
Hmmm zainteresowalas mnie podkladem z inglota;) jutro sie przejde i he pomacam;) to bedzie super odmiana od dermacolu;)))
OdpowiedzUsuńja w liceum stosowałam tylko krem tonujący, tusz do rzęs i balsam ochronny na usta; poważniej zaczęłam się malować dopiero na studiach
OdpowiedzUsuńJa już stara baba, ale porady i tak przeczytałam :) Fajnie to napisałaś. Ogólnie dużo dorosłych kobiet mogłoby się do tego zastosować, bo czasami to co mają na twarzy to jakiś cyrk na kółkach ;))
OdpowiedzUsuńhmmm, jako, że moja mama się nie malowała, ja też nie, zaczęłam dopiero na studiach. Wcześniej to jedynie tusz do rzęs, kolorowe i czarne, ale nic więcej. No i pomadka, bo ją to non stop używam :) Nawet nie używałam lakieru do paznokci, bo 1. strasznie obgryzałam i nie miałam czego malować, 2. nie miałam cierpliwości do czekania na wyschnięcie :P
OdpowiedzUsuńW sumie to nie czuję, jakby mnie coś ominęło - na malowanie się nie jest się za starą a za młodą, więc jest luz :)
madziowa, tak, tak, kiedyś niewiele trzeba było, by czuć się dobrze z samą sobą :D.
OdpowiedzUsuń.biemi, no właśnie, wszystko jest dla ludzi (dla nastolatek również :D), byle tylko w rozsądnych ilościach.
babski punkt widzenia, stopniowanie to też dobre rozwiązanie ;).
Ania, właśnie, jeśli już nastolatka ma sobie robić makijaż to bardzo delikatny, najlepiej tak, żeby prawie w ogóle nie było go widac ;).
diy-Kapi, no cóż... Każdy w życiu popełnia jakieś błędy! :D
Farizah, to będzie przede wszystkim ogromna odmiana od Dermacolu, bo ten podkład jest bardzo delikatny w porównaniu z wyżej wymienionym ;).
simply_a_woman, widzę, że to nasze pokolenie tak właśnie zaczynało z makijażem :P.
Bella, w sumie podobnie myślałam, jak pisałam tę notkę ;). Dziękuję za słowa uznania :D.
dzolls, ostatnie zdanie dobrze powiedziane ;).
Jako nastolatka robiłam sobie czarną kreskę, mocno tuszowałam rzęsy, powieki malowałam na fiolet i do tego fuksjowa szminka. Sama się dziś śmieję ze zdjęć z tamtego okresu;)
OdpowiedzUsuńNiestety nastolatki czują się dorosłe i robią się na stare labadziary, a szkoda.. Będąc nastolatką nie miałam do wyboru tylu fajnych rzeczy, jakie są teraz ;)
OdpowiedzUsuńja jestem dorosłą czytelniczką Twojego bloga :D ale jako nastolatka używałam tylko tuszu ;)
OdpowiedzUsuńjestem ogromnie ciekawa tego podkładu Inglota ;) a róż też jest bardzo ładny ;) Ja jako nastolatka tusz i cień do powiek oraz od czasu do czasu błyszczyk :>
OdpowiedzUsuńa ja jako nastolatka nie używałam podkładu. tusz, czasem cienie, błyszczyk - tyle było mi potrzeba do szczęścia! :)
OdpowiedzUsuńNo to teraz ja się wypowiem ;). Zbyt wiele lat nie mam, bo tylko 16, ale ze stanem mojej cery nie pokazałabym się nigdzie bez podkładu. Nie wiem, może to jakieś moje uprzedzenie, ale buzię mam z tendencją do wyprysków, a one... nie wyglądają jakoś przyciągająco. I w sumie podkład jest jedynym moim kosmetykiem, którego używam codziennie i bez którego nie wyobrażam sobie wyjścia z domu - nawet rzęs nie maluję ;).
OdpowiedzUsuńWszystko chyba zależy od tego, jak kto się czuje w swojej skórze. Chociaż fakt, moje 'koleżanki', które używają kilograma kredki na linię wodną oka, nawet mnie przerażają :D.
sama jestem jeszcze nastolatką i doskonale pamiętam moje pierwsze makijaże - chociaż i tak zaczęłam się malować stosunkowo późno bo tak na prawdę do dopiero 2 klasa liceum dała mi jakiegoś kopa w stronę makijażu.
OdpowiedzUsuńwcześniej to rzęsy i puder transparentny - czasem zaszalałam z korektorem , ale nie miałam większych wyprysków więc rzadko korzystałam, no chyba że pod oczy to częściej w sumie :)
Grunt to w młodości nie zepsuć sobie buźki ciężkimi, kryjącymi podkładami, lepiej zainwestować w leciutki albo jakiś krem koloryzujący :) W tym wieku minimalizm jest ja najbardziej wskazany,nieco później można troszkę poszaleć ;)
OdpowiedzUsuńMam tylko szminkę z Kobo i jest bardzo dobra:)
OdpowiedzUsuńużywałam dość długi czas tych podkładów Inglota i bardzo je lubiłam :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz! Ja też uważam, że nie można przesadzać w żadną stronę. Rozumiem, że nastolatki czują potrzebę robienia makijażu, ale wszystko z głową i rozsądkiem. Pamiętam jak w liceum jedna z nauczycielek mówiła nam w jaki sposób można rozpoznać która dziewczyna jest z pierwszej, a która z ostatniej klasy - im starsza, tym mniej makijażu ;).
OdpowiedzUsuńA co do malowania dzieci, to totalna przesada. Ja ostatnio w Dreźnie widziałam dwie dziewczynki (jedna miała jakieś 8 lat, druga około 6), które miały na głowie piękny baleyage (czy jak to się pisze :P).
Proszę nie wklejać linków do sowich blogów, a także nie pytać czy poobserwujemy się nawzajem! Traktuję to jako spam i takie komentarze od razu zostają usunięte.