Moja kolekcja róży z Inglota

25 stycznia 2012 godz.

Całkiem niedawno pokazałam Wam moją kolekcję cieni-wkładów z Inglota. Dziś pochwalę się Wam moimi różami, na których punkcie mam totalnego bzika. Zresztą... Same zobaczcie!


Na powyższej fotografii możecie zobaczyć jak prezentuje się cała kolekcja moich róży z Inglota. Nie ma tego aż tak dużo, ale dla niektórych z Was to pewnie i tak ogrom, hihi. No cóż... Sama się za siebie wstydzę, wiem! Ale co zrobić? ;)

Zacznę może od róży-wkładów, do których mam poczwórną paletkę magnetyczną (w Inglocie koszt takiej paletki to 18 zł., czyli całkiem znośnie). Jedna sztuka wkładu kosztuje 15 zł. To znaczy Inglot ma dwie wersje - te tańsze za 15 zł. i droższe (które według mnie nie różnią się jakoś specjalnie od tych tańszych) za 20 zł. Wszystkie odcienie, które Wam tu prezentuję nie kosztowały więcej niż 15 zł.

Jesli chodzi o ich jakość, to bardzo sobie je chwalę, choć przyznam, że trzeba się przyzwyczaić do ich używania ponieważ są dość miałkie i mocno napigmentowane. Trwałość za to świetna. Przynajmniej na mojej cerze.

Dodam jeszcze, że wszystkie odcienie, które posiadam nie mają żadnych drobin, są w stu procentach matowe.


79: To mój pierwszy róż z Inglota, kupiłam go w Factory za jakieś 10 zł., już dokładnie nawet nie pamiętam. Szczerze mówiąc mimo tego, że odcień jest naprawdę ciekawy na moich policzkach prezentuje się niezbyt dobrze nawet wtedy, gdy jestem opalona. Po prostu. Jeśli któraś z Was ma jakiś róż-wkład i go nie używa, to chętnie się wymienię za ten odcień ponieważ w ogóle go nie używam.

82: To jeden z moich ulubionych róży, ma dość interesujący odcień, który na policzkach odrobinę wpada w pomarańcz (albo ja mam jakieś zwidy :D), ale mimo wszystko jest bardzo twarzowy i używam go zawsze wtedy, gdy nie wiem jakiego różu użyć.

84: Kolejny faworyt (i chyba nie tylko mój, hihi)! Uwielbiam ten koralowy odcień, świetnie podkreśla kości policzkowe i nadaje cerze bardzo zdrowy wygląd. Jest genialny i gdy go wykończę na pewno kupię następny!

72: Dość popularny na blogach i Youtube odcień. Cukierkowy róż, delikatny, daje naturalny look. Nie używam go zbyt często, raczej do makijaży typu no-make-up.


Podczas jednej z moich wizyt w Factory Outlet zahaczyłam jak zwykle o stoisko Inglota i wypatrzyłam ten oto róż z numerkiem 88 za całe 9 zł. (nie pamiętam jaka jest cena regularna tych róży w pudełeczkach, bardzo proszę o info w komentarzu!), więc nie mogłam się oprzeć! Róż ten można kupić również w formie wkładu, więc jeśli chodzi o jego jakość, to jest właściwie taka sama jak produktów, które opisałam powyżej.


Opakowanie wygodne, odkręcane, wszystkim dobrze znane ;). Podoba mi się, że nie muszę brać całej palety, jeśli biorę ze sobą kosmetyczkę, bądź co bądź, to dość wygodne rozwiązanie.


88: Odcień ten to naturalny róż z domieszką czerwieni, jest bardzo twarzowy i całkiem ciekawie prezentuje się na skórze. Ma satynowe wykończenie i delikatne drobinki. Jest naprawdę piękny i bardzo go lubię.


Kolejnym i zarazem ostatnim różem z Inglota, który Wam tutaj przedstawię jest róż w kremie nr 84! Wbrew pozorom odcień ten jest zupełnie inny niż róż-wkład o tym samym numerze!


Przyznam się bez bicia, że to mój pierwszy róż w kremie. Jeszcze nigdy wcześniej nie używałam tego typu produktów, preferowałam tylko róże w kamieniu, CZASAMI sypkie. Ten kupiłam z ciekawości i dlatego, że moja rodzicielka też kiedyś sobie zakupiła taki róż i jego jakośc była całkiem niezła. Kosztuje 24 zł., ale jest bardzo wydajny.


84: To matowy, kremowy róż. Daje baaaardzo naturalny efekt, który mimo wszystko można stopniować. Jeszcze do końca nie opracowałam techniki nakładania - póki co robię to palcem. Aby jednak lepiej wtopił się w skórę rozcieram go pędzlem typu kabuki z PixieCosmetics (z syntetycznym włosiem!). Trwałość całkiem dobra.


To by było na tyle jeśli chodzi o moją kolekcję róży z Inglota. Znacie jakieś ciekawe kolory, albo możecie wypowiedzieć się na temat róży w płynie tej samej firmy? A może same macie któryś z odcineni?

35 komentarze

  1. Też uwielbiam róże :) Wszystkie mi sie podobaja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mmmm jaka cudna kolekcja! marzą mi się róże z inglota, jeszcze żadnego nie miałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. też posiadam 82, ale w tym zakręcanym opakowaniu. kosztuje ok. 17zł.

    OdpowiedzUsuń
  4. 84 baaardzo mi się spodobał!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie używam różu Ale lubię lakiery z Inglota :)

    OdpowiedzUsuń
  6. wszystkie róże świetne :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. 84 i 82 są absolutnie cudowne i wspaniałe!

    OdpowiedzUsuń
  8. wszystkie sa cudowne! nie wiem czemu, ale nigdy nie zainwestowalam w roz z Inglota... ;/ musze to zmienic!

    OdpowiedzUsuń
  9. wow , piękne kolory, ja muszę w końcu zainwestować w jakiś inglotowy róż :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jej gdzie ty mieszkasz ze takiego taniego inglota masz??;)

    OdpowiedzUsuń
  11. zakochałam się w numerze 84:))) dzięki za tego fajnego posta:D

    OdpowiedzUsuń
  12. podoba mi się 84, ale ten w kremie też ma ładny kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję Wam wszystkim za komentarze :). Rozwiewając Wasze wątpliwości to słynna wyspa, gdzie można wyhaczyć tanio kosmetyki z Inglota znajduje się w Factory Outlet we Wrocławiu, przy ul. Granicznej :).

    OdpowiedzUsuń
  14. Musik nr 84 i kamień nr 82 lądują na mojej liście do kupienia

    OdpowiedzUsuń
  15. 84 to ewidentnie "mój" kolor :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Czy 72 i 84 nadadza sie do sredniej karnacji czy raczej sa jasne i nie beda widoczne?

    OdpowiedzUsuń
  17. 84 Jest naprawdę bardzo ciekawy :) Nigdy nie miałam takiego różu. A ten w musie planuję kiedyś kupić.

    OdpowiedzUsuń
  18. ksenka, ciężko określić... W sumie one są dość mocno napigmentowane, więc zapewne będą widoczne. Musisz sobie sprawdzić w Inglocie najlepiej :).

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam 84 (wkład). Kocham go miłością nieskończoną. ;) I czaję się na jakiś odcień w kremie, chociaż kolekcja róży niebezpiecznie się rozrasta.. :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Zastanawiam się nas kupnem kremowego różu z Inglota.

    OdpowiedzUsuń
  21. 84 przecudowny, musze isć do Inglota się pomiziać :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Numer 72 bardzo mi się podoba, mi pasują cukierkowe róże:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Niezła kolekcja! Numerek 72 wpadł mi oko, ale właśnie tam myślałam, że nie da mocnego efektu...

    OdpowiedzUsuń
  24. ja właśnie myślę nad kupnem nowego różu bo mój mi się już niestety kończy i ubolewam nad tym... hm.. może spróbuję z Inglota... pytanie, są wydajne?... wnioskuję, że tak skoro są dobrze napigmentowane.
    Zapraszam też do mnie. Wystartowałam z moim blogiem od stycznia, są na nim różne różności także kosmetyczne będzie mi miło jak tam zajrzysz, może się spodoba
    http://stopciara.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. ja mam 95 i 85 ale po twojej recenzji mój kuferek wzbogaci sie o 4 dodatkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  26. ja miałam tylko jeden róż z Inglota i to w czasach, kiedy było ich tylko kilka do wyboru:P

    OdpowiedzUsuń
  27. Też mam 84, 82, i 72 :P 82 był moim pierwszym różem, który dostałam od Iwetki :-) Strasznie go lubię. 72 zaś taki typowy baby doll i też go rzadko używam :-(
    Za to marzy mi się ten w kremie 84, ale nie mogę go znaleźć w inglocie:( W jednym to pani nawet nie wiedziała, że takie istnieją :D

    OdpowiedzUsuń
  28. ja również bardzo lubię róże z Inglota ;)

    OdpowiedzUsuń

Proszę nie wklejać linków do sowich blogów, a także nie pytać czy poobserwujemy się nawzajem! Traktuję to jako spam i takie komentarze od razu zostają usunięte.

Polub na Facebooku

Zblogowani