O depilacji słów kilka, czyli o moich procederach z tym związanych, cz. 1

2 sierpnia 2012 godz.

Depilacja to coś, czego nie znoszę z całego serca, to moja zmora... Gdyby nie fakt, że owłosienie u kobiety to w dzisiejszych czasach ogromne faux pas lub po prostu coś bardzo nieestetycznego, to na pewno moja depilacja ograniczyłaby się do niezbędnego minimum.

Moja niechęć nie wynika jednak z lenistwa (choć to pewnie też :P) ale głównie z faktu, że depilacja bardzo niekorzystnie wpływa na wygląd mojej skóry, przede wszystkim latem, gdy jej potliwość jest wzmożona. Przez lata jednak, metodą prób i błędów udało mi się opracować metodę depilacji różnych miejsc mojego ciała tak, aby ograniczyć wszelakie wypryski, wrastające włoski i czyraki, które to zwykle mi towarzyszyły.

Postanowiłam więc utworzyć dla Was taki mały artykulik, który będzie składał się z trzech części (trzy osobne notki). W pierwszej z nich opowiem o depilacji nóg i pach (tzn. w tej notce ;)), w drugiej o depilacji okolic bikini, no i w trzeciej na temat depilacji włosków na twarzy.


Depilacja nóg i pach

Zacznę może od najbardziej klasycznych miejsc na naszym ciele, jeśli chodzi o depilację. Tam usuwamy owłosienie najczęściej. Skóra w tych rejonach z reguły nie robi mi żadnych psikusów. Opiszę Wam jednak jak wygląda u mnie zabieg depilacji nóg i pach, który wykonuję zwykłą maszynką do golenia (nie korzystam w tym celu z żadnych innych cudów).

Po pierwsze i przede wszystkim - potrzebujemy odpowiedniej maszynki. Jeśli taką znajdziemy, to już połowa sukcesu. Cechy, na jakie należy zwrócić uwagę to kształt ostrzy i ich ilość, a także ostrść. Jeśli o mnie chodzi, to ja preferuję maszynki marki Wilkinson Xtreme 3 z trzema, wyginającymi się ostrzami.


Maszynek tych używam od kilku lat i nie znalazłam na rynku lepszych, ale z drugiej strony też nigdy nie miałam potrzeby, żeby takowych szukać. Jedyne, co mnie ograniczało czasami to cena, ale szczerze mówiąc te tańsze nie były nawet w połowie tak dobre, jak te. Opakowanie czterech sztuk kosztuje ok. 16 zł. Według mnie warto, bo maszynki są tak ostre, że wystarczają na bardzo, bardzo długo.

Aktualnie posiadam wersję, która pachnie kokosem, wcześniej używałam opcji klasycznej (maszynki miały kolor różowy albo niebieski), ale szczerze mówiąc oprócz zapachu i koloru różnicy nie ma żadnej, nawet cena jest ta sama.

Wracając jednak do tematu, to warto pamiętać, że nogi ZAWSZE golimy CZYSTĄ maszynką. Ponadto powinniśmy unikać korzystania z takiej maszynki z kimś na spółkę... Jeśli jednak nie mamy pewności czy przypadkiem złośliwa siostra nie podebrała nam golarki, warto zdezynfekować nasze narzędzie płynem do odkażania lub po prostu zwykłym tonikiem do twarzy z alkoholem. Sposób ten należy również zastosować zawsze wtedy, gdy mamy wątpliwości co do czystości naszej maszynki.


Do dezynfekcji mojej maszynki używam płynu do dezynfekcji rąk Softa-Man marki Braun. Nie wiem czy można ten produkt dostać w aptece ponieważ tego typu preparaty wykorzystuje się w placówkach medycznych, do których ja i moja mama mamy dostęp (ten przedstawiony na zdjęciu to bezpłatna próbka), ale są również inne środki na bazie alkoholu.


Jak już wspomniałam, do dezynfekcji możemy użyć również tonika do twarzy z alkoholem. Ja używam takiej mieszanki, która w rzeczywistości jest zlewką innych alkoholowych toników, które walały się po łazienkowych półkach, na zdjęciu powyżej widzicie tonik marki Eveline pomieszany z L'Orealem.

Maszynkę dezynfekuję oblewając dokładnie ostrza jednym z powyższych preparatów i odkładam na kilka minut, a następnie płuczę wodą z kranu.

Ważnym elementem depilacji skóry nóg i pach jest odpowiedni podkład, który zmiękczy nasze włosie i skórę. Czego używam ja? Dla mnie najwygodniejsze są żele do golenia, czyli kosmetyki, które po zaaplikowaniu na skórę mają postać żelu, a gdy go rozetrzemy zmieniają się w gęstą i treściwą piankę.

Jak widać na powyższym zdjęciu, ostatnio stosuję żel do golenia marki Gillette z serii Satin Care o zapachu Floral Passion. Kupiłam go jednak tylko dlatego, że był w korzystnej cenie w Rossmannie (mniej niż 20 zł. za 200 ml).

Znakomicie również sprawdzają się zwykłe pianki do golenia za 5 zł. lub nawet niechciane szampony do włosów czy odżywki, które dzięki swoim właściwościom zmiękczającym uprzyjemniają depilację.

Sama czynność depilacji jest wszystkim doskonale znana ;). Maszynką suniemy w kierunku pod włos. Ważne jest, żeby nasza maszynka była ostra, w przeciwnym razie będziemy musieli wielokrotnie ją płukać, co unieprzyjemni cały zabieg i przedłuży jego czas trwania. Poza tym im mocniej i częściej przejeżdżamy maszynką, tym większa szansa na podrażnienie wierzchniej warstwy naszej skóry, a tego nie chcemy! Należy oczywiście uważać, żeby się nie zaciąć!

Po całym procederze warto czymś nasmarować skórę. Ja używam tego, co akurat mam pod ręką - zwykle jakiś balsam do ciała. Ciekawym rozwiązaniem jest również żel nawilżający po depilacji, którego niestety Wam nie pokażę bo mi się skończył już jakiś czas temu.

Jeśli chodzi o skórę pod pachami, to warto użyć po wszystkim dezodorantu bez alkoholu lub nawet w ogóle niczego tam nie używać (zdaję sobie jednak sprawę, że nie zawsze mamy taką możliwość).


I to by było na tyle jeśli chodzi o mój mały rytuał depilacji nóg i pach. Co wy o tym myślicie? Jakie są Wasze przyzwyczajenia? Triki?

Zapraszam do zapoznania się z innymi notkami nt. depilacji:

43 komentarze

  1. ja też lubię te maszynki z wilkinsona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najlepsze na świecie są :D
      też planuję post na ten temat :)

      Usuń
    2. Cieszę się, że Wam się podobają :D. Oznacza to, że nie jestem gołosłowna ;P.

      Usuń
    3. I ja też jestem ich fanką :)

      Usuń
  2. Ja też preferuję maszynki, żadnych innych wynalazków. Ale o pachnących jeszcze nie słyszałam. Rozejrzę się następnym razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wzięłam te pachnące z czystej ciekawości ;). One tylko tak delikatnie pachną, a tak poza tym, to niczym szczególnym nie wyróżniają się :).

      Usuń
  3. lubię te kokosowe maszynki :D
    mam nawet aktualnie te same ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, cóż za zbieg okoliczności :D. Fajne są po prostu ;P.

      Usuń
  4. U mnie maszynki za bardzo się nie sprawdzają, bo moje włoski bardzo szybko rosną, mimo, że jestem blondynką. Co jakiś czas stosuję depilator, ale baaardzo tego nie lubię, nie tylko boli, ale też moja skóra tego nie lubi.. Zwykle więc i tak wybieram maszynki, rzadko kremy do depilacji. Od kiedy zaczęłam stosować żele do golenia nie mogę się z nimi rozstać:) Dużo ułatwiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żele do golenia naprawdę dużo ułatwiają, głównie przez to, że wiemy gdzie jeszcze powinno się przejechać maszynką :D.

      Usuń
  5. Bardzo lubię brzoskwiniowy żel do golenia Isany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co wiem Isana ma jedynie pianki, ale może o czymś nie wiem ;). I pianki też ładnie pachną, ale dla mnie są za mało wydajne :(.

      Usuń
  6. Kokosowe maszynki to mistrzostwo. Ja też nie lubię depilacji, bo.. bo po prostu mi się nie chce! Brrr, zawsze muszę się zmuszać. A wiadomo.. szorty + włochate nogi nie wyglądają zbyt atrakcyjnie. :D
    ps. a jeszcze bardziej nie lubię, gdy zapominam o DOPIERO CO wydepilowanych pachach i używam dezodorantu..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pachy na całe szczęście są całkiem tolerancyjne jeśli o o to chodzi i rzadko kiedy buntują się, gdy traktuję je dezodorantem zaraz po depilacji ;P. Ale to może też dlatego, że zwyczajnie używam całkiem dobrych dezodorantów, a nie paskudnych gaśnic z alkoholem ;).

      Usuń
  7. O, właśnie szukałam jakichś maszynek :)
    Spadłaś mi z nieba.

    A co do smarowania nóg po depilacji - u mnie się to nie sprawdza. Muszę dłuższy czas odczekać zanim nasmaruję się balsamem, bo inaczej czerwone kropki i wrastające włoski murowane. Sama nie wiem dlaczego tak się dzieje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że pomogłam :).

      A co do smarowania nóg balsamem i późniejszych podrażnień... To w sumie dziwne, bo większość właśnie smaruje te nogi, po to by tych podrażnień nie mieć :D.

      Usuń
  8. A ja to juz depilatorem i pachy nawet robie ;) Ale nie wszystkie czesci ciala jestem w stanie wydepilowac jeszcze przy uzyciu tego sprzetu, dlatego i maszynki u mnie sie znajda jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem czy odważyłabym się nogi wydepilować depilatorem, a co dopiero pachy... Brrr...! :D

      Usuń
  9. Ja używam maszynek z Biedronki.
    Wstyd się przyznać, ale nie używam żadnych pianek ani nawet odżywki. czas to zmienić, bo często mam podrażnioną skórę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maszynki z Biedronki rzeczywiście są OK, ale mimo wszystko jednak wolę te, które pokazałam Wam tutaj :). A co do golenia na sucho, to naprawdę nie polecam... :/

      Usuń
  10. Mnie marka maszynki jest całkiem obojętna. Miałam jakąś Wilkinsona i byłam zadowolona :). Nie stosuję żeli i pianek wystarczy mi żel pod prysznic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żel pod prysznic też najgorszy nie jest :). Gdy nie mam niczego innego pod ręką również go używam :D. Żele jednak są o wiele praktyczniejsze :).

      Usuń
  11. Oo to też moje ulubione maszynki od kiedy tylko się pojawiły :) Ale z niewiadomych powodów wole ich męską wersję :D Najczęściej kupuję je w promocji 3+3 gratis za ok 16 zł. Dobrze, że są dwa kolory w opakowaniu, bo mój dwunożny też ich używa i się nam nie mylą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też używałam męskiej wersji (chyba nawet zanim zaczęłam używać damskiej :D) i nie widzę między nimi jakiejś wielkiej różnicy. Cena chyba też jest podobna :).

      Usuń
  12. Ja na początku tego lata powiedziałam dość maszynkom i przerzuciłam się na wosk. Nie jest to metoda może w 100% precyzyjna, woskowanie jest czasochłonne i trochę bolesne, ale przynajmniej mam gładkie nogi na jakieś 2 tygodnie. Zauważyłam też, że, o dziwo, mam mniej podrażnień po wosku niż po maszynce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam, ale chyba mam za mało cierpliwości... :D W każdym razie o wosku jeszcze tu napiszę ^^.

      Usuń
  13. Koniecznie muszę kupić te maszynki, które polecasz, bo słyszałam o nich wiele dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nigdy o nich nie słyszałam :D. To jeden z niewielu produktów, o których zdanie sobie wyrobiłam nie sugerując się dosłownie żadnymi recenzjami :D. Kupowałam bo lubiłam i tyle :).

      Usuń
  14. Ja też maszynek Gilette, męskich :-) uważam, że są lepsze, a nie zależy mi na tym, żeby rączka była różowa. Pianki nie używam, stosuję tylko żel pod prysznic lub zwykłe mydło, a potem solidna ilość balsamu po wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma inne upodobania :D. Ja nie widzę właściwie żadnej różnicy pomiędzy wersją męską a damską, więc dlaczego mam nie mieć ładnej maszynki? :D A żel pod prysznic również jest dobry :). Każdy używa tego, co lubi.

      Usuń
  15. to co opisujesz, to nie depilacja, tylko golenia - taka poprawka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może :D. Ja jednak zawsze uważałam, że depilacja to po prostu usuwanie owłosienia, w której się zawiera golenie, woskowanie, usuwanie kremem, itp. Jeśli rzeczywiście depilacją nie jest golenie, to mnie poprawcie :D.

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Ja go dopiero testuję, na razie jest ok ;).

      Usuń
  17. Te maszynki są świetne! Żel zresztą także ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszym użyciu i mi żel przypadł do gustu :).

      Usuń
  18. Ja od lat uzywam zwyklych zielonych maszynek Gilette. Sa pakowane ekonomicznie po 5-7 szt. Kozysta z nich moj malzonek i ja. Nie zacinaja, wystarczaja na pare razy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te z Wilkinsowa wystarczą na całe wieki ;).

      Usuń
  19. Wstyd się przyznać, ale ja używam mach3 - tak, tak, tej dla mężczyzn. W moim odczuciu żadna golarka damska nie jej nie dorównuje. A co do pianki to niezmiennie Joanna, bo jestem zakochana w zapachu melona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam zapach melona! :) A co do maszynek męskich, to ja również uważam, że są ok i według mnie nie różnią się jakoś specjalnie od tych dla kobiet. Cenę też mają podobną ;).

      Usuń
  20. Też lubię te maszynki i uważam, że lepszych nie ma. Świetna seria postów. Przeczytałam co prawda od końca, ale niektóre wskazówki zapamiętam i wprowadzę w życie (a już na bank przetestuję ten krem do depilacji bikini! moja zmora!).

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja używam maszynki Venus i wymieniam wkłady. A jako podkład najbardziej lubię żel z Isany :-)

    OdpowiedzUsuń

Proszę nie wklejać linków do sowich blogów, a także nie pytać czy poobserwujemy się nawzajem! Traktuję to jako spam i takie komentarze od razu zostają usunięte.

Polub na Facebooku

Zblogowani