Super czarne milion rzęs od L'Oreala

28 października 2013 godz.

O tuszach do rzęs rozwodziłam się tutaj już niejednokrotnie. Dziś będzie to kolejny raz. Maskara, jaką dziś zaprezentuje to właściwie już sztuka numer dwa w mojej kolekcji. Na zeszłoroczną wigilię, od swojej rodzicielki otrzymałam tusz do rzęs L’Oreal Volume Million Lashes, która u mnie całkiem dobrze się sprawdziła. Po jakimś czasie do testów otrzymałam wersję L’Oreal Volume Million Lashes Extra Black Mascara, którą dziś Wam zrecenzuję.

Porównując oba tusze do rzęs, na pierwszy rzut oka właściwie niewiele się różnią. Extra Black Mascara ma być bardziej czarna, ale w związku z tym, że mam jasną cerę i jasne rzęsy, obie wyglądają tak samo.


Tusz zamknięty jest w bardzo eleganckiej buteleczce. To mi się właśnie podoba w tuszach marki L’Oreal – pod względem estetycznym bardzo się wyróżniają i naprawdę dobrze się prezentują. Do tego opakowanie nie rysuje się ani nie ścierają się z niego napisy, więc tutaj jak najbardziej in plus.

Zawsze powtarzam, że jednym z najważniejszych cech, na który powinnyśmy zwracać uwagę przy doborze maskary jest szczoteczka – to ona w końcu pełni kluczową rolę przy aplikacji. Jak można na powyższej fotografii zauważyć, omawiana dziś maskara posiada szczoteczkę silikonową, z dość sporą ilością włosków. Bardzo dobrze rozdziela rzęsy i równomiernie nakłada produkt. Przez to, że jest dość duża, to ciężko wytuszować rzęsy znajdujące się po zewnętrznej stronie. Ponadto trzeba jednak uważać bo jest nieco zbyt ostra i można sobie podrapać brzegi powiek, jeśli zbyt mocno i energicznie tuszujemy rzęsy.


Na powyższym zdjęciu widzicie jak tusz do rzęs prezentuje się na rzęsach. Nałożyłam dwie cienkie warstwy na górną linię. Mnie zadowala taki efekt, choć wyraźnie skleja niektóre włoski, ale to sprawia, że wyglądają na nieco bardziej pogrubione, mi to w ogóle nie przeszkadza.

Konsystencja tuszu na początku jest dość rzadka, po około dwóch tygodniach nieco  gęstnieje i w końcu można go komfortowo używać. Sam produkt trzyma się dobrze, choć jeśli warunki atmosferyczne nie sprzyjają, po par godzinach od aplikacji, lubi się odrobinkę rozmazać pod dolną powieką, aczkolwiek są to tak małe ilości, że jestem mu w stanie to wybaczyć. Choć muszę przyznać, że jego brat taki kapryśny nie był.

Cena tuszu jest dość wysoka, bo regularnie kosztuje on ok. 50 zł, ale często można go kupić w promocji bądź na Święta w zestawie z eye-linerem z tej samej serii (który skądinąd jest super produktem!).

A Wy używacie tuszy marki L’Oreal? Lubicie je? Może jakiś inny mogłybyście mi polecić?

35 komentarze

  1. Najbardziej podoba mi się aparat i ręce odbijające się w źrenicy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zwróciło moją uwagę :D

      Usuń
    2. Haha, niestety bez tego nie da się w świetle dziennym zrobić podobnego zdjęcia :D. Ale ma to swój urok ;).

      Usuń
  2. lata temu używałam maskar tej marki i zwykle byłam zadowolona, nie wiem czemu od pewnego czasu błądzę wśród innych marek w poszukiwaniu czegoś na poziomie. Czas na wielki powrót ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak mam, że mimo faktu, że posiadam bądź po prostu znam swojego ulubieńca z danej kategorii, to i tak z ciekawości błądzę pośród innych produktów i marek. Chyba podświadomie szukamy czegoś lepszego ;).

      Usuń
  3. Moje pierwsze przygody były właśnie z Lorealem, dla mnie najlepszym tuszem jest tusza z Loreala taki w czerwonym opakowaniu z jednej strony tusz z drugiej strony baza świetny tusz genialny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że kiedyś był szał na tego typu maskary, nawet Lovely albo Wibo zrobili coś podobnego :).

      Usuń
  4. Miałam do czynienia z wodoodporną wersją L’Oreal Volume Million Lashes. Dobrze ją wspominam, aczkolwiek obyło się bez rewelacji. Na jej korzyść przemawia trwałość. Na moich rzęsach przetrwała całonocną imprezę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wodoodporne maskary z reguły są dosyć trwałe, pod warunkiem oczywiście, że nie zaczynają się kruszyć... :P

      Usuń
  5. nie uzywałam go ale moja koleżanka z nim się nie rozstaje wiec bede zmuszona spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli koleżanka będzie na tyle uprzejma, to pewnie da Ci spróbować :).

      Usuń
  6. Niestety nie używałam tego tuszu i jakoś przy takiej cenie nie jestem pewna czy chcę go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety jego cena jest mocno zawyżona, ale czasami jest w promocji, więc wtedy spokojnie można go dorwać :).

      Usuń
  7. Fajny tusz ale oczko jeszcze lepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam Million Lashes, wersję dla zielonego oka, z delikatnymi drobinkami które opalizowały na zielono. bardzo lubię ten tusz właśnie ze względu na szczoteczkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo... Nie wiedziałam, że zrobili wersje dla koloru oka ;).

      Usuń
  9. Nie miałam kurczę tego tuszu ale widzę, że efekt fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby przetestować ;).

      Usuń
  10. całkiem fajny efekt :) a to leciutkie posklejanie wygląda jak mokre rzęsy po płaczu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście to posklejanie to jedynie zasługa tuszu :).

      Usuń
  11. Ale zmiany na blogu :) Jest prześlicznie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Miło mi, że się podoba :).

      Usuń
  12. Mój faworyt , tańszym odpowiednikiem jest Maybelline, Rocket Volum’ Express , szczoteczka jest niemal identyczna, tyle że trochę szybciej wysycha w opakowaniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Używałam wcześniej Rocket Volum' Express i muszę przyznać, że szczoteczka jednak nieco się różni ;). W sumie uważam, że ten tusz z Maybelline jest ciut lepszy niż z L'Oreal ;).

      Usuń
  13. U mnie niestety się nie sprawdził-podrażniał oczy.Ale ja jestem wrażliwcem jeśli chodzi o oczy i mam dużą trudność w doborze tuszu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, jeśli ktoś ma nadwrażliwe oczy, to rzeczywiście musi uważać, czego stosuje.

      Usuń
  14. miałam kiedyś, byłam zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę nie wklejać linków do sowich blogów, a także nie pytać czy poobserwujemy się nawzajem! Traktuję to jako spam i takie komentarze od razu zostają usunięte.

Polub na Facebooku

Zblogowani